wtorek, 7 stycznia 2020

Różana Lalka | BOOK 1 | Ch. 04

ALICE POV; 
Wszystko jeszcze byłoby do przetrawienia, gdybym wiedziała, co znajduje się w moim pokoju, a tego jak na razie nie wiedziałam, a bałam się tam wchodzić. Dlatego dalej stałam pod drzwiami do mojego własnego pokoju, zastanawiając się niczym jak Hamlet, czy mam wejść do środka, czy jednak nie wejść. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak mocno idiotycznego to było, nie wspominając, że serce z każdą chwilą coraz bardziej mi w piersi waliło i tylko modliłam się, aby mi z niego nie wyskoczyło. 

Przełknęłam głośno ślinę i drżącą dłoń skierowałam w stronę klamki, aby otworzyć drzwi. Im bardziej zbliżała się moja dłoń do niej, tym bardziej, ją od niej zabierałam. Nie miałam pojęcia, ile czasu tak stałam i odprawiałam ten dziwny taniec, aż w końcu nabrałam powietrza w płuca i tuż po tym jak policzyłam do dziesięciu, wypuściłam z nich je. Wtedy też po raz ostatni sięgnęłam w kierunku klamki, dziękując Bogu, że tej jazdy nie widział mój starszy brat, który miałby niezły ze mnie ubaw. 

— Raz kozie śmierć! 

Mruknęłam do siebie, z rozmachem otwierając drzwi do mojego pokoju, jakby były zrobione z czegoś ciężkiego, a nie lekkiego. Tak, jakby to one właśnie toczyły wojnę ze mną, że nie chciały mnie wpuścić do środka, tylko że tak naprawdę to ja umierałam pod nimi ze strachu, a nie one jakby nie patrzeć. A teraz już odwrotu nie było i musiałam wejść do środka, niczym jak do wilczej jaskini. Każdy normalnie w tym momencie by się paskudnie zaśmiał z tego porównania jakiego teraz użyłam, ale nie w moim przypadku. 

— Czyżby się moi rodzice mylili, mówiąc, że coś zostało wniesione do mojego pokoju? 

Powiedziałam tuż po tym, jak omiotłam spojrzeniem cały pokój, ale niczego dziwnego nie zauważyłam. Możliwe też, że się pomylili zanieśli to coś do pokoju mojego brata, ale za żadne skarby nie chciałam się go pytać, czy tak właśnie było. Oddychając z ulgą, ruszyłam w kierunku mojego łóżka, aby położyć mój plecak na nim, jak i list, który od rodziców dostałam. Ledwo co moja noga przekroczyła próg pokoju, poczułam jak moja stopa uderza z całym impetem w coś twardego, ale co było dalej, tego już w stanie określić nie mogłam. 



— A!!! 

Tylko tyle udało mi się wydobyć z siebie, podczas potwornego turlania się, które zakończyłam przy moim łóżku, kończąc z nogami do góry, a głową do dołu, robiąc przy tym nie małego rabanu. Plecak i list wypadły mi w tym czasie z rąk i zostały tam, gdzie przed chwilą jeszcze stałam. Minęło parę minut, nim przestało mi się kręcić w głowie, bo to był pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy się w ten sposób turlałam. Chociaż jakby nie patrzeć, nie było ono zamierzone, więc wyniku jego, nie byłam w stanie przewidzieć. 

— Co do jasnej cholery to było?! 

Mruknęłam po chwili, szczęśliwa będąc, że nic sobie nie zrobiłam, co było jak dla mnie plusem, do czasu, gdy poczułam ból w prawej stopie, którą jak teraz sądziłam, musiałam o coś zahaczyć. Wówczas mój wzrok padł na wielgachne pudło, którego wcześniej nie zauważyłam, bo było postawione tak, aby można było spokojnie otworzyć drzwi. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie patrzyłby we własnym pokoju pod nogi, więc nic dziwnego, że nie go nie zauważyłam. 

Tuż po tym jak pozbierałam się z podłogi, ponownie ruszyłam w kierunku drzwi, ale zatrzymałam się przy tym czymś, przez co prawie nie tylko złamałam sobie stopę, ale prawie nabiłam sobie do kompletu guza. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy uzmysłowiłam sobie, że ono przypomina bardziej trumnę, niż pudło, jak się teraz lepiej przyjrzałam. Uklękłam przy nim, przyglądając się lepiej zdobieniu, które aż bardzo nie pasowało do formy tego, co widziałam przed sobą. 

Teraz dopiero zrozumiałam, czemu moi rodzice i brat uprzedzali mnie, że to co znajdę może mnie sporo przerazić. Tak czy inaczej, sięgnęłam po mój plecak i list po drodze zamykając drzwi od mojego pokoju, które do tej pory stały otworem, bo nie zdążyłam ich zamknąć, z powodu tego co się stało i wróciłam do tej skrzyni. Kompletnie skonfundowana, nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, ale coś we mnie podpowiadało mi, że to musiała być sprawka tej całej ciotki Kathreen, o której również mi rodzice wspominali. 

— No to się porobiło, nie powiem?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © D.R.Tales , Blogger